W końcu lądujemy na lotnisku w Birmie, cała czteroosobowa brygada. Oprócz Anki dołączył do nas jeszcze Max z Australii. Podekscytowani łapiemy taksówkę do miasta. To już inne miejsce. Nie ma tu jak w Bangkoku klimatyzowanych Taxi. Ogarnia nas dziwne wrażenie, że znamy to miejsce. He-he. Suniemy starym nissanem pomiędzy blokowiskami i tylko palmy nie pasują. Wszystko wygląda jak ze starych fotografii i filmów. Kanciaste samochody typu dużego fiata zapełniają drogę.
piątek, 14 października 2011
wtorek, 11 października 2011
Bangkok - miasto grzechu
6-milionowa stolica zadziwia od samego początku. Budzi emocje, które wbijają się gdzieś głęboko w podświadomość. Niektórzy go nienawidzą, inni zakochują się od pierwszego spojrzenia.
Jak to powiedział jeden miejscowy: Bangkok trzeba traktować z szacunkiem, respektując jego zasady, by nie obrócił się przeciwko Tobie, a miasto wręcz odwdzięczy się z nawiązką.
Jak to powiedział jeden miejscowy: Bangkok trzeba traktować z szacunkiem, respektując jego zasady, by nie obrócił się przeciwko Tobie, a miasto wręcz odwdzięczy się z nawiązką.
poniedziałek, 3 października 2011
Sukhotay - ruiny - znów
Znów ruiny. Po ponad miesięcznej przerwie w końcu można :P. Park historyczny Sukhotay jest właśnie ot takim spokojnym olbrzymim parkiem z równo przystrzyżonym trawniczkiem, palmami i mnóstwem fos ogradzających liczne świątynie. Wokół głównego kompleksu rozsiane są także inne drobne świątynne zabudowania. Gdzieś między drzewami, na wzgórzach albo nawet w samym mieście pomiędzy budynkami.
niedziela, 2 października 2011
Pai - kolejne miejsce, gdzie zostawiam serce
Zaraz jak przyjechałam wiedziałam, że się mi tu spodoba. Chwilę później znalazłyśmy zacienione miejsce, gdzie na tarasiku knajpy na poduchach, Tajowie grają na gitarkach. Obok leżą leniwe psy. To jest miejsce dla nas. Pytamy o bungalowy: 150 z łazienką zaraz obok głównego budynku. Tylko dwa kroki na koncert na żywo codziennie i WiFi. Czego można chcieć więcej?czwartek, 29 września 2011
Laos praktycznie
Podczas 21 dni pobytu wydawałam około 14 euro/dzień
Waluta: KIP; 1$ to ok 8000 kip, jednak
na Don Det wymiana jest tylko w paru
sklepach i ciężko dostać lepsze przeliczniki niż 7500-7800 kip, 1 euro to 10500
kip (bzWBK)
Bankomaty: nie ma żadnego w Don Det; pieniądze można wybrać w jednym ze sklepów
ale nie testowałam. Pierwsze na naszej drodze pojawiły się w Pakse bankomaty
BCEL, ANZ dodają prowizje 2%, max jednorazowo: 1mln kip (BCEL) 2mln kip (ANZ)
Wiza:
do wyrobienia na granicy koszt 30$ i 5-10$ na „procedury emigracyjne” i inne
dziwne dodatki, Na granicy z Kambodża przy Don Det nie było szans
sprzeciwu. Opłata wyjazdowa w wysokości
1$ tylko w weekend
Język: - laotański, -angielski dość popularny w dużych miejscach
turystycznych
Wifi:
dostępne w wielu guesthousach. Czasem życzą sobie jednorazowa opłatę za kod. Słabo działa na Don Det. Internet od 100
kip/min w Vientian do 600/min na Don Det
czwartek, 22 września 2011
Luang-Namtha i trekking na trzy nogi.
Była to przeprawa przez deszcz i błoto w ciemnej dżungli. Jedni nie wytrzymywali trudów przeprawy, a ja cieszyłam się jak dziecko z jedzenia z liści bananowca i całej przygody. Na północ Laosu dostać się nie było łatwo. Na dworcu (bo oczywiście lokalnym transportem a nie turystycznym) poinformowano nas, że busa nie ma, bo za mało ludzi i możemy jechać gdzieś w pół drogi, a później może będzie coś dalej. Cóż - próbujemy. Autobus zapchany jak zawsze po brzegi. Jedna osoba śpi na następnej i nikt się nie przejmuje.
środa, 21 września 2011
Luang Prabang - gościnności nie ma końca
sobota, 17 września 2011
Vang Vieng - zasłużony urlop! :)
Małe miasteczko pełne życzliwych ludzi położone nad rzeką pomiędzy wapniowymi wzgórzami pełnych jaskiń. Do tego dodać mnóstwo przytulnych restauracyjek, gdzie można jeść na sposób rzymski: leżąc na wygodnych poduchach i dziesiątki backpackerów imprezujących prawie 24 godziny na dobę w klubach w miasteczku lub na licznych tarasach wzdłuż rzeki. To wybuchowa mieszanka przyciągająca i wciągająca.środa, 14 września 2011
Vientian-starsi panowie odkrywają drugą młodość
sobota, 10 września 2011
Grota Kong Lo - miejsce, o którym mi się nie śniło
Warta każdych pieniędzy, każdego trudu i każdego czasu!!! Dwie godziny zwiedzania rzeką ciemnej groty w małej chybotliwej łupince, z której przewodnicy co chwila usuwają wodę. Echo silnika odbija się po groźnym, majestatycznym wnętrzu oświetlanym jedynie przez dwa strumienie latarek. Ale od początku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

