3.03.2014 godz. 19:00 Klub Podróżników "Śródziemie" Kraków Piwnica pod Baranami
Boliwia I Peru – bezdrożami bez mapy
O czym będziemy mówić? Może łatwiej powiedzieć o czym nie będziemy
mówić ! W podróży przez te dwa wspaniałe kraje przejdziemy przez
pustynie piaszczyste i solne, postawimy nogę na lodowcach, zejdziemy do
prawie najgłębszego kanionu na świecie, będziemy wspinać na ponad 4500
m.n.p.m i przeprawiać łodzią przez Amazońska dżungle. To jeszcze nie
wszystko! Odkryjemy ślady dinozaurów, czarne plemiona żyjące w
Boliwijskiej dżungli i rzadko uczęszczane inkaskie szlaki. Zgubimy się
na
boliwijskich bezdrożach gdzie będą nasz straszyć powieszeniem i
będziemy szukać srebra w kopalni a także wybierzemy się w dżungle w
poszukiwaniu prawdziwego szamana by odbyć tradycyjną ceremonię ze
spożyciem Ajahuaski.
piątek, 28 lutego 2014
czwartek, 30 stycznia 2014
Ekspresem przez Idonezje. Bus, samolot, samochód I lodz!
piątek, 25 października 2013
Zupełnie niespodziewanie...DO AFRYKI
Znacie ot uczucie kiedy budzicie się rano (albo późnym popołudniem) po interesujacej nocy, że zrobiliście coś głupiego...Więc...ja zdecydowałam że popłynę na malutkiej rejsowej łodzi aż do Afryki. (AHA!! Blog jest parę miesięcy z tyłu czyli w ciąż na sumatrze a ja już na Borneo ale powoli tu blog też zajdzie) Przeprowadziłam się już na moją nową prycz i już zaczęła się moja ciężka robota. W pierwszy dzień czyszczenie dna łodzi. Dodatkowo pierwsze lekcje free divingu czyli nurkowania bez tlenu na plecach. No no no jakoś daje rade! Tutejsza marina ma bardzo czystą wodę pełną przeuroczych rybek więc dodatkowo naprawdę jest na co popatrzeć podczas ciężkiej pracy. Ale wracając do najważniejszego. Na łodzi będę bez dotykania lądu ( i oczywiście bez wifi) około 5 tygodni więc wiele przez ten czas ode mnie nie usłyszycie. Przede mną nowa przygoda. Następna relacja z Madagaskaru.
poniedziałek, 14 października 2013
Lake Toba- festiwal, magia i wino palmowe
Nad jeziorem
Toba spędziłam prawie dwa tygodnie słuchając historii o czarach, ucząc się gotować, śpiewać i tańczyć lokalne piosenki i stając się częścią wioskowego życia. Przyjechałam zmęczona i bez odrobiny snu. Z dworca w Parapat podjechałam
na przystań. Łódź odpływa co godzinę. Na przystani odebrała mnie matka mojego
przyjaciela z Bali. Elly okazała się bardzo milą dziarską kobitką.
Prowadzi restauracje, która jednak w niskim sezonie praktycznie nie działa.
Dała mi pokój za całkiem dobrą cenę i uzgodniłyśmy, że obiady będę płacić symboliczną cene za to samo co dla siebie przegotowuje. Noclegi także poszły w górę ze względu na zblizający sie festiwal. No właśnie nawet nie planowałam, a trafiłam
na festiwal!! Świetnie!
środa, 9 października 2013
Bukittinggi -akt trzeci-Mimi i Botty
Dzięki Mimi
jeszcze lepiej spędziłam czas w Bukittingi. W Ford de Kock już mnie oczekiwano.
Nawet nie pozwolono mi zapłacić za wstęp. Mimi mieszka w małym domku zaraz za wejściem wraz z młodym gibbonem Botti. Niezły z niego urwis i atrakcja zoo. Mimi
traktuje go jak synka. Po lunchu które dla mnie przyrządziła pojechałyśmy za
miasto do Pulupuh gdzie dalej podążyliśmy w dżungle. Znów nie byłam
przygotowana na treking i szłam po błocie w klapkach.
sobota, 28 września 2013
Bukittingi-akt drugi-jezioro Maninjau
Nad jezioro dojechać można z dworca. Odjazdy są co około godzinę albo jak jest wystarczająco ludzi. Moja zabawa zaczęła się już tutaj. Zasiadłam sobie z chłopakami przy stoliku gdzie pracowali i się trochę zagadaliśmy na ile ich
angielski a mój indonezyjski pozwolił. Dodatkowo przynieśli gitarkę i było wesoło :)
Do jeziora prowadzi bardzo malownicza droga. Kierowca wysadził mnie w środku
niczego, ale przy jeziorze. Połaziłam sobie po okolicy. Wiele tu nie ma. Taka
wioska przy jeziorze. Łodzie, palmy, pola ryżowe, sadzawki z rybkami.
Bukittingi -akt pierwszy- Rio
Tutaj spotkałam najcieplejszych ludzi . Nigdy nie zapomnę Mimi, Juli i Rio. Czy ludzi których poznałam nad jeziorem Maninjal. Ciężko było tylko wszystkich zadowolić
bo ja byłam tylko jedna Emilka, a wokół mnie mnóstwo ludzi którzy chcieli mnie gdzieś zabrać, zaprosić na lunch czy na wycieczkę. Na pewno tu jeszcze wrócę.
Takich przyjaciół się nie zapomina i osobiście po zwiedzeniu już pewnej ilości
miejsc na naszej kuli ziemskiej wcale mi się nie spieszy w nowe, ale wole posiedzieć w jednym miejscu gdzie mam przyjaciół. I w takie miejsca w przyszłości wracać.
czwartek, 26 września 2013
Padang -"Hello Mister. Where you go?"
Przyszedł czas by szybko nauczyć się Indonezyjskiego. Na Sumatrze angielski jest mało
popularny. Cała wyprawa na Sumatrę znalazła się w moich planach zupełnie przez
przypadek. W sumie ciężko mi mówić o “moich planach” bo nie mam żadnych. He he! Zasłyszałam tyle wspaniałych historii od moich znajomych z Sumatry i postanowiłam że kiedyś tam się wybiorę. Wydarzenia ostatniego tygodnia sprawiły że postanowiłam dlaczego nie teraz. Sprawa była bardziej lub mniej
skomplikowana ale na tyle prywatna żeby o tym nie pisać.
piątek, 13 września 2013
Życie na Bali ciąg dalszy: od podwórka
Dzień za dniem wgłębiałam się w lokalne zwyczaje przesiąkałam lokalnym powietrzem chłonęłam nowy język słowo za słowem. Uczestniczyłam w tutejszych świętach i ceremoniach. Bali jednak łagodzi obyczaje, czasem do takiego
stopnia że niszczy ludzi. Zwłaszcza Kuta nie tylko niszczy kulturę ale i
morale. Większość spokojnych dzieci przyjeżdżających tu z innych wysp za
zarobkiem traci swoją kulturę w alkoholu i rozpuście turystycznej Kuty.
czwartek, 5 września 2013
Gili T-bunt na łodzi i podróż w czasie
Wyjazd na wyspę Gili Trawangan był zupełnie spontaniczny i
zarazem chaotyczny, ale wyrwać się z Bali czasem trzeba. Pojechał ze mną Andy,
jeden ze znajomych z którymi spędzam tu czas. Podróżowanie z lokalnym w dodatku
po muzułmańskiej wyspie w praktyce nauczyło mnie lokalnej kultury. Oczywiście znałam całą regułę. Kobieta z tyłu, a facet załatwia wszystko ale jakoś nigdy nie miałam sposobności przekonać się o tym na własnej skórze. Tym razem jednak nie miałam wyboru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
