czwartek, 20 września 2012

Saint Kilda - pierwszy raz na australijskim piasku.


St Kilda to  dzielnica Melbourne położona nad zatoką Port Phillip. Ludzi przyciągają tu spacery po plaży pośród wspaniałych palm, restauracje z widokiem na zachód słońca nad zatoką, liczne cukiernie na  Acland Street i dla bardziej zasobniejszego portfela modne butiki. Tłumy zjawiają się tu głównie o zachodzie słońca i wszyscy równo wędrują molem na sam jego koniec, gdzie pośród kamieni wylegują się Małe Pingwiny. Tłum powoduje, że wszystkie zwierzaki dobrze się chowają w ciemnych dziurach wiec ciężko jest uchwycić jakieś dobre ujęcie.

środa, 12 września 2012

North Melbourne - europejskie klimaty, bohema i trochę bliskiego wschodu


Tym razem opowiem nieco o  dzielnicach na północ od centrum. Zakręconym, artystycznym, retro Fitzroy, ekstrawaganckim Carlton i mojej dzielnicy, w której mieszkam: Brunswick. Trafiłam bardzo szczęśliwi, bo do centrum stąd blisko. Jest tramwaj, autobusy a także stacja pociągu. Wszystko dzieje się na głównej ulicy czyli Sydney Rd. Poza drogą są głównie prywatne domki. W większości zabytkowe wiktoriańskie malutkie wille, przy których rosną palemki i drzewa kwiatowe lub owocowe jak cytrynowe i pomarańczowe. Jest tu bardzo przyjemnie.

poniedziałek, 10 września 2012

Footscray - czyli Sajgon w Melbourne


Azjatyckie klimaty i imigracja z Azji jest tu o wiele bardziej popularna niż np. w Londynie. W końcu jest bliżej. Azjatycka kuchnia jest także jedną z bardziej popularnych tutaj. Spytajcie jakiegokolwiek Australijczyka czy jadł Dim Sim. Niby pierożki chińskie - dostępne są tu wszędzie zaraz obok pizzy w każdym snack barze. Popularne są tu tez chińskie sieciówki, wietnamskie bary czy tajskie restauracje. W Melbourne mamy dwa główne azjatyckie ośrodki.

piątek, 7 września 2012

Bilans podróży dookoła świata


Podsumowanie pierwszej 14 miesiecznej podrozy do okola swiata zakonczonej w lipcu 2012.
Minusy: 
Przyznaję się: nabyłam uzależnienia od podróżowania i pogrążyłam się w chorobliwej tęsknocie za przygodą. Razem z podróżą z mojego konta zniknęło około 10 220 Euro, a w moim CV powstała wielka dziura zawodowa. Mój rower nieco przyrdzewiał, podobnie stało się ze strunami w moich gitarach. Ominęło mnie wesele mojego brata i narodziny jednej bratanicy, a druga dwuletnia bratanica oczywiście mnie nie pamięta. Z bardziej przyziemnych spraw: pierwsze zniknęły okulary korekcyjne gdzieś w środku Gobi - prawdopodobnie pożarte przez wielbłąda. Następnie straciłam odtwarzacz mp3 – utopiony został pod Trzema Pagodami w Dali (Chiny).

środa, 5 września 2012

Melbourne - city, city! - architektoniczny zamęt totalny


Jestem już tu prawie dwa tygodnie, ale nie rzuciłam się w wir zwiedzania. Max wprowadza  mnie  powoli w życie kolejnych  dzielnic   miasta. Wszystko po kolei i bardziej  po prostu spacerujemy niż zwiedzamy.    W pierwsze ładne dni wybraliśmy się do centrum. Z naszego Brunswick dostaliśmy się tramwajem wzdłuż Sydney Road pod Queen Victoria Market.  Już  na  tych  rogatkach samego city obserwujemy chaos architektoniczny. Stare miesza się z nowym, kiczowate zabudowania z szacownym kościołem.

wtorek, 4 września 2012

Wizy


Z sytuacją wizową należy  być na bieżąco bo wszystko może się szybko zmienić. Polecam stronę naszego ministerstwa: http://poradnik.poland.gov.pl/
Część wiz można otrzymać na granicy, ale część jedynie    w ambasadach. Należy zaplanować co można wyrobić      po drodze, a co tylko w Polsce. Poniżej informacje zebrane w 2011/2012 roku;

poniedziałek, 3 września 2012

Budżet - czyli jak się doliczyć by się nie przeliczyć


///POST ARCHIWALNY - dane  na obecne czasy nieaktualne///
O opracowaniu finansowym wyprawy dookoła świata i innej (czyli to i owo o pieniążkach). Znajdziecie tu wprowadzenie do spraw jakie trzeba wziąć pod uwagę żeby się doliczyć, a nie przeliczyć. Nieco o kontach bankowych, przewalutowaniach, wizach, ubezpieczeniu i podsumowanie wydatków dziennych     z mojej podróży dookoła świata w 2011/2012.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Kierunek.... Australia!


Zostało postanowione…. Jeszcze w Peru pod ośnieżonymi szczytami Cordyllera Blanca zakupiliśmy z Maxem bilety do Australii…. przez Europe. Tak po prostu wyszło o dziwo najtaniej, a przy okazji odwiedzę rodzinę i znajomych po ponad roku rozłąki. Nie zastanawialiśmy się co dokładnie będziemy w Australii robić, ani gdzie pojedziemy poza rodzinnym miastem Maxa czyli Melbourne.... była to po prostu decyzja jak każda inna podczas ostatniej ponad rocznej podroży dookoła świata. Spontan tak jak lubimy. Coś jak: czy jechać do peruwiańskiej dżungli czy nie, tylko odległości większe no i bilety droższe.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Pewna prosta historia...

Życie nie jest proste, ale składa się z prostych historii. Decyzja zależy od Ciebie. To tylko "TAK" albo "NIE", a życie może być zupełnie inne niż przypuszczałeś, niż marzyłeś. Inne  niż były najśmielsze Twoje oczekiwania. Chce pokazać, że spełnianie marzeń o podróżach wcale nie należy do niewykonalnych, a "dzikich" krajów wcale nie należy się bać. Wystarczy powiedzieć "NIE" albo "TAK" pewnemu drobnemu zdarzeniu w Twoim życiu, a wszystko się zmienia.
Kiedy postanowiłam pojechać w podróż dookoła świata nie miałam ani pieniążków ani wiele doświadczenia. W ciągu roku dokończyłam sprawy w Polsce, zebrałam pieniążki i leciałam już do Kijowa. Następnie Moskwa i nim się obejrzałam siedziałam na mojej pryczy w przedziale Kolei Transsyberyjskiej. Później już ciężko było się tylko zatrzymać. Spędziłam 7 miesięcy w Azji  i 7 w Ameryce Południowej. Minęło 15 miesięcy od startu i obecnie jestem w Melbourne i podróż się nie kończy.
UWAGA!: PODRÓŻOWANIE MOŻE BYĆ WYSOCE UZALEŻNIAJĄCE!
A oto błyskawiczny skrót z ostatnich 15 miesięcy:

czwartek, 2 sierpnia 2012

Kolumbia -praktycznie

Waluta: Peso kolumbijskie: 1850-1$ (na granicy z Ekwadorem) 1 Euro-2240 (wg bzWBK); W ciągu 29 dni pobytu wydawałam 21,5 Euro na dzień. Głównie kasa szła na bardzo drogi transport. Jak zwykle lubimy sobie trochę pokosztować wiec nieco pieniążków poszło na lokalne smakołyki :)
Język: hiszpański latynoamerykański; angielski średnio popularny  (najlepszy angielski w Am. Płd.)
Bankomaty:w większości nie pobierają opłat dodatkowych; czasem proszą o darowiznę (?)
Pralnie: nie łatwo znaleźć i są drogie: 1tys za rzecz; średnio 5 tys za kilo; rewelacyjna i tania pralnia w San Gil na carrera 11 kawałek za dworcem lokalnym. 2 tys /kilo