Mamy za sobą kolejna archeologiczną przygodę i przeprawę
przez dzikie kolumbijskie ścieżki gdzie bez maczety i gumowców lepiej się nie
zapuszczać. Spędziliśmy dwa dni na odkrywaniu starożytnych grobowców na koniu,
na piechotę i różnym lokalnym transportem. Okolica pełna jest kamiennych figur lub
kamieni z wyrytym rysunkiem które pełniły rolę strażników i były postawione
przed grobami. Jednak wszystko jest dla
nas identyczne i po pewnym czasie się nudzi. Figura za figurą, kamienna głowa za
kamienną głową, dziura w ziemi za dziurą. Gdyby nie sielankowa okolica, hamaczek z super widokiem i rewelacyjni ludzie kolejny dzień
zwiedzania uważałabym za marnowanie czasu. Oczywiście dla archeologa i kogoś
zainteresowanego symboliką starożytnej sztuki jest to raj.
wtorek, 19 czerwca 2012
sobota, 16 czerwca 2012
Popayan: Kolumbia con mucho gusto
Zatrzymaliśmy się tu na jedną noc po 8 godz jazdy z Ipiales. Hotelik znaleźliśmy
niedaleko dworca po drodze do centrum. Rewelacyjnie tanio! Bo tylko 20tysCOP
/2os to 5$ za osobę a tak nas straszono ze wszystko w Kolumbii jest drogie. Na
razie tylko ceny transportu nas szokują. Na przykład bilet to San Agustin 5
godzin 25tys (13$) i ani tysiaka mniej. Po za tym wszystko jest nowe, ciekawe –jesteśmy
w Kolumbii!! Miasteczko Popayan nie jest bardzo duże, ale ma bardzo ładne
centrum pełne białych zabudowań i na pierwszy rzut oka widać że to państwo jest
jeszcze bardziej rozwinięte niż Ekwador czy Peru, już nie wspominając o Boliwii.
piątek, 15 czerwca 2012
Ciao Ekwador! - czyli granica której nie było
wtorek, 12 czerwca 2012
Quito- stolica jak stolica
Oprócz centrum historycznego, którego nie można nie
zobaczyć, stolica nie ma wiele do zaoferowania. Ale centru... centrum
monumentalnie przygniata do chodnika. Kolory, kształty, kamienice, kościoły.
Uliczki małe i te wielkie aleje. Warto zagłębić się w jedne i drugie. Dodatkowo
zwiedzanie szczęśliwie trafiło nam się w niedzielę więc większość ulic była
przeznaczona tylko dla ruchu rowerowego a na każdym placu odbywały się jakieś
ciekawe przedstawienia lub koncerty. Typowa południowoamerykańska niedziela.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Corpus Christi - czyli za co kocham Południową Amerykę
Corpus Christi to obchody Bożego Ciała w gorącym
południowoamerykańskim stylu ale dodatkowo będzie to historia o tym za
co kocham Południową Amerykę.
O wspaniałych ludziach, fiestach i
kolorowych zwyczajach. Także mały subiektywny poradnik kulturalny.
Głównie o tym jak rozmawiać kiedy nie znacie języka. A wszystko z
powodu wrażenia jakie wywarły na mnie obchody oktawy Bożego Ciała
przybrane w
kolory ludowe i karnawałowe kuse kostiumy. Cała impreza dodatkowo
zakrapiana suto
alkoholem. Słyszeliśmy i czytaliśmy że Corpus Christi wart jest
zobaczenia ale
nie spodziewałam się czegoś takiego! Oczywiście poniosło mnie i mam
mnóstwo
zdjęć gdyż strasznie lubię fotografować ludzi ale nawet ten ogrom zdjęć
którymi
Was przy-nudzę nie pokaże klimatu jaki panuje w miasteczku.
sobota, 9 czerwca 2012
Pętla Quilotoa: bezdenne laguny i wioskowa sielanka
Znowu powracamy na wysokość prawie 4tys m.n.p.m. tym
razem zagłębiając się w małe wioski, zielone pola i głębokie kaniony by dostrzec
do krateru i laguny Quilotoa. To podobno kraina najpiękniejszych krajobrazów
Ekwadoru. Transport nie jest tu łatwy ale widoki i lokalny klimacik wynagradza
trudy. Po drodze odwiedziliśmy także jeden z największych tradycyjnych targów w
Ameryce Południowej. Odbywa się on w każdy czwartek w miasteczku Siquisili.
Jest zupełnie nieturystyczny i w przeciwieństwie do targu w Otovalo zachowuje
swój oryginalny ludowy charakter.
czwartek, 7 czerwca 2012
Banos ekstremalnie czyli skok z mostu i canyoning
niedziela, 3 czerwca 2012
Cuenca - ekwadorska perełka
Cuenca to warta zobaczenia perełka architektury Ekwadoru
i całkiem przyjazne backpackerowi miasto. Centrum jest dość skondensowane i bezpieczne. Można
całymi dniami plątać się po kolorowych uliczkach w poszukiwaniu ciekawych zabudowań czy
wylegiwać się w zielonych parkach. Można odwiedzić parę muzeów, ruin inkaskich z okresu
canari. Ale poza tym brakuje tu czegoś, jakiegoś szczególiku, czegoś
oryginalnego. Bo gdyby nie grille uliczne i stragany z latynoskimi pamiątkami,
miasteczko nie różniłoby się bardzo od jakichś europejskich miasteczek. Ot nudno.
Od muzeum do muzeum, od kamienicy do kamienicy, od ruin do ruin, od marketu do
marketu. To już było. Oryginalna południowo-amerykańska kultura i ciekawi ludzie z którymi mieliśmy
styczność w Peru czy Boliwii tutaj to już rzadkość. Ciekawość Boliwijczyków czy
Peruwiańczyków wobec białego zamienia się tutaj powoli w ekwadorską arogancję.
piątek, 1 czerwca 2012
Peru -Info praktyczne
Waluta nuevos Soles: 1$US=2,65 Soli; Podczas 65 dni pobytu wydawałam około 19,5 Euro na dobę. Czy można
taniej? Na pewno, ale ja nie mogłam sobie różnych przeróżności odmówić. Plan
pobytu uważam także za bardzo rozbudowany i ciekawy. Jednym słowem zaszaleliśmy :)
Bankomaty są dostępne prawie
wszędzie. Globalnet pobiera 10Soli; Banco de Credito i Banbif -nie pobierają
nic. Można wybrać max od 400-1000Soli zależnie od bankomatu.Nie ma problemu z wymianą dolara. Euro można wymienić w miejscach turystycznych.
Język: hiszpański latyno- amerykański; angielski głównie w agencjach
turystycznych na popularnym szlaku
Internet: 1-2/godzinę; wifi- średnio popularne i działa często słabo
Vilcabamba - miejsce, które wciąga
Vilcabamba to kolejna kolorowa, plastikowa wioska
turystyczna zapełniona w głównej mierze amerykanami starszego pokolenia
prowadzącymi sobie beztroskie życie utrzymując się z przyjemnych jadłodajni czy
ekologicznych sokopijalni. Dodatkowo mnóstwo współczesnych hippy, sprzedawców
szmacianej biżuterii i innych kolorowych osobistości w każdym wieku, których
miasteczko wciągnęło już na parę miesięcy albo lat. Zaskakująca jest także
niesamowita ilość blond dzieci biegających po ulicach. Jak nie przepadam za sztucznymi
rajami tego typu, to to miejsce wciągnęło nas. Zwłaszcza z powodu wyśmienitej,
relatywnie taniej kuchni i otwartych ciekawych ludzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)